Że maraton, nie wiedziała.
W rytm poezji sprintem gnała.
Traci oddech, marszczy brew.
To maka łabędzi śpiew!!
środa, 10 lutego 2010
piątek, 8 stycznia 2010
Palto Ana
zaimpregnowane przed deszczem dobrych rad
dziurawe kieszenie na troskę bliskich
postawiony kołnierz oporu
urwane guziki porozumienia
zwisające nitki zerwanych więzi
zbyt krótkie rękawy poczucia bezpieczeństwa
podszewka pełna lęku
pod nim tylko skóra i kości rozsypanego ego
i ciągły krzyk
jestem za gruba
aż po grób
dziurawe kieszenie na troskę bliskich
postawiony kołnierz oporu
urwane guziki porozumienia
zwisające nitki zerwanych więzi
zbyt krótkie rękawy poczucia bezpieczeństwa
podszewka pełna lęku
pod nim tylko skóra i kości rozsypanego ego
i ciągły krzyk
jestem za gruba
aż po grób
Epitafium dla Aleksandra

SKRZYDLATE SERDUSZKO<'>
Piosenka, napisana, po śmierci maleńkiej istotki, której nie było dane żyć... Chłopczyk zmarł kilka godzin po urodzeniu.
1. Istotko mała...
któraś powstała
z miłości dwojga i BOGA...
Mały okruszku
u mamy w brzuszku
byłeś bezpieczny lecz wroga
losu złośliwość
zabrała miłość
maleńką z tego świata.
Zamiast radości
dziś w sercu gości
żal, smutek, rozpacz i strata.
Ref.
Ale Ty żyjesz i mocno bije Twoje serduszko skrzydlate!!!
Słońca promieniem spływasz na ziemię , by tulić Mamę i Tatę.
2. Pytam Cię BOŻE
lecz nie w pokorze:
"Czemu zabrałeś, co dałeś?
Co zawiniło,
co Ci zrobiło
niewinne to dziecię małe?”
Wiem, Ty mi powiesz,
że wiesz co robisz,
że takie Twe plany były.
Więc już nie pytam
wiary się chwytam.
Daj łaskę i daj dużo siły.
Ref.
Przecież Ty żyjesz i mocno bije Twoje skrzydlate serduszko!!!
Tęczy barwami oplatasz snami mamy i taty łóżko.
3. Co z marzeniami
tkanych nocami
ze srebrnych nici księżyca???
Pletliśmy sobie
baśnie o Tobie…
A teraz… liliowa cisza.
Rytm kołysanki,
szept utulanki
niech przetnie ziemskości kres.
Nasz Ty okruszku
zaśnij w wianuszku
ze świeżo ściętych łez .
Ref.
Wiemy, że żyjesz i mocno bije skrzydlate serduszko Twoje!!!
Wiatru muśnięciem, jak cud zaklęciem jesteś tam, gdzie my oboje.
pragnę...
zaszeleściły
gdzieś na serca dnie
wspomnienia
rozpaliły
drzemiące uczucia
drażnią
splot słoneczny
głębokim wdechem
tęsknoty
uniesiona przepona
wyjęta z kontekstu
rzeczywistości
zadaje bolesne ciosy
pożądania
pragnę
gdzieś na serca dnie
wspomnienia
rozpaliły
drzemiące uczucia
drażnią
splot słoneczny
głębokim wdechem
tęsknoty
uniesiona przepona
wyjęta z kontekstu
rzeczywistości
zadaje bolesne ciosy
pożądania
pragnę
Lilia wodna
nocą zmysłów
kielich
zamknięty w tęsknocie
oczekuje świtu
muskany
delikatnym promieniem
pożądania
budzi się
powoli rozwijając
mięsiste płatki
w kolorze wstydliwej purpury
otulony bielizną z mgły
jeszcze ukryty
rozkwita coraz bardziej
kusząc cię
silnym zapachem podniecenia
słońce pieszczot
pochłania mgłę poranka
oślepia wstyd
ukazując w pełnym blasku
uwodzicielski kwiat
dotknij nagich płatków
rozchyl je
i
wejdź w zapach
poczuj liliową woń ekstazy
trwaj
w zenicie uniesienia
trwaj zespolony
aż do zachodu
nim nadejdzie kolejna noc tęsknoty
kielich
zamknięty w tęsknocie
oczekuje świtu
muskany
delikatnym promieniem
pożądania
budzi się
powoli rozwijając
mięsiste płatki
w kolorze wstydliwej purpury
otulony bielizną z mgły
jeszcze ukryty
rozkwita coraz bardziej
kusząc cię
silnym zapachem podniecenia
słońce pieszczot
pochłania mgłę poranka
oślepia wstyd
ukazując w pełnym blasku
uwodzicielski kwiat
dotknij nagich płatków
rozchyl je
i
wejdź w zapach
poczuj liliową woń ekstazy
trwaj
w zenicie uniesienia
trwaj zespolony
aż do zachodu
nim nadejdzie kolejna noc tęsknoty
środa, 7 października 2009
PO CO???
po co nas losu połączyły sidła
i pokazały naszych dusz braterstwo
budząc nadzieję...
...że będzie fajnie nam na koniec życia
co wzeszło szczęściem, kwitnie jak przekleństwo
a los się śmieje… (???)
i pokazały naszych dusz braterstwo
budząc nadzieję...
...że będzie fajnie nam na koniec życia
co wzeszło szczęściem, kwitnie jak przekleństwo
a los się śmieje… (???)
poniedziałek, 5 października 2009
INDOKTRYNACJA lub "Głęboki oddech samotności"
Zakasali rękawy swoich racji
przygotowali pełną balię
jedynie słusznych decyzji
i
piorą
używając logicznych detergentów
ratuje mnie tylko
głęboki oddech samotności!
przygotowali pełną balię
jedynie słusznych decyzji
i
piorą
używając logicznych detergentów
ratuje mnie tylko
głęboki oddech samotności!
niedziela, 13 września 2009
Szkoda, że to sen.....
"Pocałunki we śnie"
Wczoraj me myśli błędne, rozwiane
od czułych gestów łóżkiem pachnących
zbłądziły w mroku do Twojej twarzy,
by zakosztować Twych ust gorących.
Najpierw me wargi musnęły Twoje
z lekka, jak motyl co kwiaty trąca.
Ty mi oddałeś smak wargi Swojej,
dotykiem ciepłym jak promień słońca.
I tak bawiliśmy się oboje
w ciemnościach nocy , pośród nagości.
Ja pocałunków zbierałam żniwo.
Księżyc zazdrościł nam tej czułości.
Oddechy nasze, szybkie i płytkie
po łyk powietrza co rusz sięgały.
Piersi me falą zmysłów niesione,
to się wznosiły, to opadały.
Usta me w Twoich tonęły głębiej.
Cała zapadłam się w Twoją miłość.
Gwiazdy spadały wśród namiętności.
Szkoda, że tylko mi się to śniło... ;((((((
Wczoraj me myśli błędne, rozwiane
od czułych gestów łóżkiem pachnących
zbłądziły w mroku do Twojej twarzy,
by zakosztować Twych ust gorących.
Najpierw me wargi musnęły Twoje
z lekka, jak motyl co kwiaty trąca.
Ty mi oddałeś smak wargi Swojej,
dotykiem ciepłym jak promień słońca.
I tak bawiliśmy się oboje
w ciemnościach nocy , pośród nagości.
Ja pocałunków zbierałam żniwo.
Księżyc zazdrościł nam tej czułości.
Oddechy nasze, szybkie i płytkie
po łyk powietrza co rusz sięgały.
Piersi me falą zmysłów niesione,
to się wznosiły, to opadały.
Usta me w Twoich tonęły głębiej.
Cała zapadłam się w Twoją miłość.
Gwiazdy spadały wśród namiętności.
Szkoda, że tylko mi się to śniło... ;((((((
piątek, 28 sierpnia 2009
Mam tylko Ciebie
Mam tylko Ciebie….
Oczy piekące od wylanych łez
nie ma Miłości… już nastał jej kres!!!
Smutne jest życie samotnika.
Nikt nie odpina mi stanika…
Ni nawet myślą swoją ciała
już nie dotyka, choć bym chciała.
Wystarczy tylko podać rękę,
albo… napisać mi piosenkę,
bym się z martwoty otrząsnęła,
radości życia haust łyknęła.
Niewiele mi do szczęścia trzeba:
gwieździście piękny skrawek nieba,
a pod nim ja… ON obok mnie
i będzie cudnie, jak we śnie.
Gdzie jesteś książę ??? Zbudź mnie już.
Zdmuchnij z mych wspomnień czarny kurz.
Uchwyć mą rękę, przytul mocno,
niech spod stóp naszych kwiaty rosną.
Niechaj z nas każdy to poczuje
jak Miłość z wolna w nas kiełkuje…
Nie płoszmy jej … natrętnym gestem.
Mam tylko Ciebie… i ja jestem !!!
Oczy piekące od wylanych łez
nie ma Miłości… już nastał jej kres!!!
Smutne jest życie samotnika.
Nikt nie odpina mi stanika…
Ni nawet myślą swoją ciała
już nie dotyka, choć bym chciała.
Wystarczy tylko podać rękę,
albo… napisać mi piosenkę,
bym się z martwoty otrząsnęła,
radości życia haust łyknęła.
Niewiele mi do szczęścia trzeba:
gwieździście piękny skrawek nieba,
a pod nim ja… ON obok mnie
i będzie cudnie, jak we śnie.
Gdzie jesteś książę ??? Zbudź mnie już.
Zdmuchnij z mych wspomnień czarny kurz.
Uchwyć mą rękę, przytul mocno,
niech spod stóp naszych kwiaty rosną.
Niechaj z nas każdy to poczuje
jak Miłość z wolna w nas kiełkuje…
Nie płoszmy jej … natrętnym gestem.
Mam tylko Ciebie… i ja jestem !!!
środa, 26 sierpnia 2009
Ballada o wędkarzu i nie... zwykłej rybce ;)
Ballada o wędkarzu i nie... zwykłej rybce.
Niby człowiek – men znudzony
przez rutynę życia
znalazł sobie git odskocznię
dla nudy zabicia.
Nie, nie… w jego dawnym życiu
nic się nie zmieniło.
Zabawiał się cicho, skrycie,
bo to go kręciło.
Karmił swoją męską próżność
sprytnie ( choć non sapiens).
Wpierw zarzucał lekko haczyk,
pewien, że coś złapie.
Znał się gość na rzeczy:
czule i zachwytnie
nęcił płotki, brzany
i łowił perfidnie.
Tak jedna rybeńka
przynętą zwabiona
wpadła prosto w jego
(otwarte ramiona???? NIE!!!)
pokręcone ego.
Miast puścić ją wolno
lub łów skonsumować,
ten wolał z haczyka
rybki nie zdejmować.
I tak sobie dyndała
zahipnotyzowana
słów pachnących łąką
pochlebstw tego pana.
Z haczykiem, co dławił
na wędce się wiła
lecz mimo cierpienia
ciągle była MIŁA.
Czasem, kiedy trzeźwo
przecierała oczy,
marzyła, by znowu
móc do wody wskoczyć.
Lecz homo… non sapiens
egoizmu siłą
trzymał ją uparcie,
bo było mu MIŁO.
Skupiony na sobie,
bez empatii resztek.
-Nie spływaj!!! - powiadał
-Potrzebna mi jesteś!!!
Pośród ciała wicia,
czasem ostrym tonem,
bywało, że dała
strzała w twarz ogonem.
Lecz wędkarz urokiem
znów ją zauroczył,
bajerem omamił
i zamydlił oczy.
Pewnie by tak tkwiła
na wędce, przez wieki…
Lecz odkryła w sobie,
że ona to REKIN!!!
Z wędki się natychmiast
uwolniła żwawo
i… wędkarz zakończył
żywot jatką krwawą .
Z tego wiersza płynie
morał dla wędkarzy…
„Nim połów rozpoczniesz
pomyśl, co się zdarzy!!!”
Przestrogę niniejszym
chcę przesłać ( z litości):
„Wędkarzu sadysto
miej się na baczności!!!
Gdy czarujesz słowem
mierz nas swoją miarą!!!
ANI się obejrzysz…
sam padniesz ofiarą;>”
Drugi morał teraz,
moje przemyślenia
dedykuję rybkom,
bo już dość cierpienia:
„Czary wciąż istnieją,
są zaklęte w słowach.
Nie dajcie się rybki
wędkarzom czarować!!!”
Niby człowiek – men znudzony
przez rutynę życia
znalazł sobie git odskocznię
dla nudy zabicia.
Nie, nie… w jego dawnym życiu
nic się nie zmieniło.
Zabawiał się cicho, skrycie,
bo to go kręciło.
Karmił swoją męską próżność
sprytnie ( choć non sapiens).
Wpierw zarzucał lekko haczyk,
pewien, że coś złapie.
Znał się gość na rzeczy:
czule i zachwytnie
nęcił płotki, brzany
i łowił perfidnie.
Tak jedna rybeńka
przynętą zwabiona
wpadła prosto w jego
(otwarte ramiona???? NIE!!!)
pokręcone ego.
Miast puścić ją wolno
lub łów skonsumować,
ten wolał z haczyka
rybki nie zdejmować.
I tak sobie dyndała
zahipnotyzowana
słów pachnących łąką
pochlebstw tego pana.
Z haczykiem, co dławił
na wędce się wiła
lecz mimo cierpienia
ciągle była MIŁA.
Czasem, kiedy trzeźwo
przecierała oczy,
marzyła, by znowu
móc do wody wskoczyć.
Lecz homo… non sapiens
egoizmu siłą
trzymał ją uparcie,
bo było mu MIŁO.
Skupiony na sobie,
bez empatii resztek.
-Nie spływaj!!! - powiadał
-Potrzebna mi jesteś!!!
Pośród ciała wicia,
czasem ostrym tonem,
bywało, że dała
strzała w twarz ogonem.
Lecz wędkarz urokiem
znów ją zauroczył,
bajerem omamił
i zamydlił oczy.
Pewnie by tak tkwiła
na wędce, przez wieki…
Lecz odkryła w sobie,
że ona to REKIN!!!
Z wędki się natychmiast
uwolniła żwawo
i… wędkarz zakończył
żywot jatką krwawą .
Z tego wiersza płynie
morał dla wędkarzy…
„Nim połów rozpoczniesz
pomyśl, co się zdarzy!!!”
Przestrogę niniejszym
chcę przesłać ( z litości):
„Wędkarzu sadysto
miej się na baczności!!!
Gdy czarujesz słowem
mierz nas swoją miarą!!!
ANI się obejrzysz…
sam padniesz ofiarą;>”
Drugi morał teraz,
moje przemyślenia
dedykuję rybkom,
bo już dość cierpienia:
„Czary wciąż istnieją,
są zaklęte w słowach.
Nie dajcie się rybki
wędkarzom czarować!!!”
czwartek, 6 sierpnia 2009
Moje rozterki
Chciałam pozostawić ślad swej stopy na Jego piasku czasu… niektórzy nazywają to wspomnieniem.
Przesypał się przez szczelinę klepsydry…
Nie ma po mnie ani śladu… (???)
Przesypał się przez szczelinę klepsydry…
Nie ma po mnie ani śladu… (???)
środa, 22 lipca 2009
Wygrzebane z różnych miejsc...
Duchu! Z gruzów powróciłeś…
Jesteś znowu?! Jak się cieszę!!!
Twe powieki jak z ołowiu,
mówią, że znów śpisz, nareszcie
Ale czy ta, którą widzisz
jest tą, która tu tańczyła???
Jesteś teraz uwiedziony
przez jaskółkę – czarny brylant.
Naw prostokąt więzi ptaka,
co się zmaga z lękiem swoim.
Ja nie, ja nie jestem taka:
mak wolnością się upoił.
Nie skieruję do katedry
kroków swoich. Bo i po co?
Piękna nie chcę ja przeklinać:
piękno dla mnie siłą, mocą.
Wolę zostać siostrą burzy,
szaleć, fruwać na głowami.
Nie dla mnie więzienne kraty.
Chcę śnić wolność mymi snami.
***
Kubełek wody lodem schłodzony
zakończył wspólne senne marzenia.
Koniec zabawy... cóż moja wina
lecz co minęło bardzo doceniam.
Mak był nachalny dla szepczącego:
o me wyznania się tu potykał,
lecz mimo wszystko ja nadal krzyczę:
" Vivat licentia poetica* !!!"
*)swoboda poetycka dopuszczająca odstępstwa od norm i reguł językowych lub odejście od wierności w opisie faktów.
Jesteś znowu?! Jak się cieszę!!!
Twe powieki jak z ołowiu,
mówią, że znów śpisz, nareszcie
Ale czy ta, którą widzisz
jest tą, która tu tańczyła???
Jesteś teraz uwiedziony
przez jaskółkę – czarny brylant.
Naw prostokąt więzi ptaka,
co się zmaga z lękiem swoim.
Ja nie, ja nie jestem taka:
mak wolnością się upoił.
Nie skieruję do katedry
kroków swoich. Bo i po co?
Piękna nie chcę ja przeklinać:
piękno dla mnie siłą, mocą.
Wolę zostać siostrą burzy,
szaleć, fruwać na głowami.
Nie dla mnie więzienne kraty.
Chcę śnić wolność mymi snami.
***
Kubełek wody lodem schłodzony
zakończył wspólne senne marzenia.
Koniec zabawy... cóż moja wina
lecz co minęło bardzo doceniam.
Mak był nachalny dla szepczącego:
o me wyznania się tu potykał,
lecz mimo wszystko ja nadal krzyczę:
" Vivat licentia poetica* !!!"
*)swoboda poetycka dopuszczająca odstępstwa od norm i reguł językowych lub odejście od wierności w opisie faktów.
poniedziałek, 20 lipca 2009
M.A.K

Literki się wysypały z worka alfabetu,
poturlały się po świecie, trafiły do netu.
Tam stworzyły nick czerwoną barwą okraszony.
Niby zwykłe słowo... lecz "mak" nie jest przypadkowy.
Ania - w środku sobie siedzi. Gdy napis pionowo
z dołu Krasnych barw kolorem, podparta rodowo.
A nad głową zawisł Miłek, dar od męża miły.
To dlatego Ania maczek ma tak dużo siły.
Wszak te skrajne, jak warownia, literki w użyciu,
darem są od najwspanialszych facetów w jej życiu...
Szoda , tylko, żal ogromny, że już nie zobaczy
ani Miłka, ni Krasnego, bo "żyją innaczej" ;(((
niedziela, 12 lipca 2009
Wyznanie.
Taki sobie erotyk....
gdyby słońcem być
nie
to za wiele
jednym jego promieniem
igrać móc po Twojej twarzy
ogrzać Cię i ozłocić
wiatrem
jednym jego tchnieniem
smagać Twoją skroń
gdy, biegnąc , trudzisz się i pocisz
drzewem
albo choćby gałęzią
objąć Cię jak ramieniem,
kiedy z sił opadniesz,
byś do mety dotarł
z okrzykiem : VICTORIA!!!
skrawkiem ziemi zostać
kiedy na niej legniesz wyczerpany
i tysiącem trawy źdźbeł
abyś miękkość czuł pod sobą
i polnym makiem ;)
gdy Twa dłoń po omacku
błądzi od łodygi po kielich,
a ten drżąc zrzuca płatki
rzeki wodą,
co oczyszcza i chłodzi
bys mógł się w niej zanurzyć
z rozkoszą...
wszystkim
czego tylko dotkniesz
i czego zapragniesz
....a jeśli nie wiesz
co to wszystko znaczy
to Ci cicho szepnę
że Cię kocham....
gdyby słońcem być
nie
to za wiele
jednym jego promieniem
igrać móc po Twojej twarzy
ogrzać Cię i ozłocić
wiatrem
jednym jego tchnieniem
smagać Twoją skroń
gdy, biegnąc , trudzisz się i pocisz
drzewem
albo choćby gałęzią
objąć Cię jak ramieniem,
kiedy z sił opadniesz,
byś do mety dotarł
z okrzykiem : VICTORIA!!!
skrawkiem ziemi zostać
kiedy na niej legniesz wyczerpany
i tysiącem trawy źdźbeł
abyś miękkość czuł pod sobą
i polnym makiem ;)
gdy Twa dłoń po omacku
błądzi od łodygi po kielich,
a ten drżąc zrzuca płatki
rzeki wodą,
co oczyszcza i chłodzi
bys mógł się w niej zanurzyć
z rozkoszą...
wszystkim
czego tylko dotkniesz
i czego zapragniesz
....a jeśli nie wiesz
co to wszystko znaczy
to Ci cicho szepnę
że Cię kocham....
piątek, 10 lipca 2009
Odkryłam nową miłość: bławatki (chabry)

Pozłacane zbożem pole...
Między kłosy skryte,
przytulone mak z bławatkiem
pałają zachwytem.
W dzień nad słońca promieniami
co ich barwy wzmaga,
nocą marzą wraz z gwiazdami,
kiedy któraś spada.
I tak trwają pośród zboża
ciesząc oczy sobą,
tych co zbłądzą tu przypadkiem.
Są pola ozdobą.
Zabławaci czasem maka
pochlebstwo bławatne.
Mak z wdzięczności bławatkowi
da swoje, szkarłatne.
Mak gorący, barwą swoją,
zaś bławatek zimny.
Niby razem, niby w zbożu,
ale każdy inny.
Jednak żyją, trwają społem
piękne polne kwiatki
romantyzmem cię porażą
maki i bławatki.
-"Spiesz się, bo czas żniwa bliski
ułóż piękny bukiet,
bo gdy żeńcy kłos pokładą
my będziemy trupieć".
wtorek, 7 lipca 2009
Papawer czyli po prostu mak :)

Polubiłam maki...
... przypadek powiecie???
Nie, bo te kwiatuszki,
są bardzo kobiece.
Chociaz inne damy
ich nie docniają,
skromnością , prostotą
inne wymiatają!!!
Co z tego, że kruche,
że zerwane więdną.
Mają coś, co leczy
chorobę niejedną...
To kwiat pełen serca
opiekun troskliwy,
gdy trzeba pomoże
i doda Ci siły.
I choćby miał zrzucić
szkarłatną sukienkę...
... nadal będzie piękny
swej prostoty wdziękiem.
Gdy tylko z makówką,
na zwykłej łodydze,
da Ci co najlepsze...
...w nim potęgę widzę ;)
Ma jeszcze coś w sobie:
zapach daje przecie...
Wszak OPIUM perfumą
modną w całym świecie :)
niedziela, 5 lipca 2009
Dziś powstała taka sobie opowiastka... ad hoc, w czasie pisania wiadomości na NK...
Kwitnąca przyjaźń
"Szkarłatny maczek, wśród zbóż, samotny,
żył, teskniąc za innym światem.
Czekał cierpliwie, nieco płochliwie,
aż znajdzie go inny kwiatek .
Kiedyś sam zwracał swoją makówkę
ku braciom , życiem pachnącym.
Chciał być zerwany , w bukiet schowany,
by poczuć oddech gorący.
Choć płatki więdły, żyć pozwalała
mu młodość duszy tak hoża.
Lecz przestał czekać... już nie narzekał,
że nadal sam pośród zboża.
I tak przewrotnie nadeszła chwila:
przyjaźni kwiat dostrzegł maka.
I dał nadzieję... i mak się śmieje...
... wszak przy Nim nie można płakać :))))
"Szkarłatny maczek, wśród zbóż, samotny,
żył, teskniąc za innym światem.
Czekał cierpliwie, nieco płochliwie,
aż znajdzie go inny kwiatek .
Kiedyś sam zwracał swoją makówkę
ku braciom , życiem pachnącym.
Chciał być zerwany , w bukiet schowany,
by poczuć oddech gorący.
Choć płatki więdły, żyć pozwalała
mu młodość duszy tak hoża.
Lecz przestał czekać... już nie narzekał,
że nadal sam pośród zboża.
I tak przewrotnie nadeszła chwila:
przyjaźni kwiat dostrzegł maka.
I dał nadzieję... i mak się śmieje...
... wszak przy Nim nie można płakać :))))
sobota, 4 kwietnia 2009
Z życia wzięte...
Kawa z koglem-moglem
Gdy widzę Ciebie
ozdobną w szaty
porcelanowe,
serce mi rośnie,
dusza się śmieje.
Pochylam głowę,
dłoń sięga wolno
po filiżankę,
do ust kieruje.
Tajemny wygląd
dla mnie znajomy...
Już zapach czuję.
Górne me wargi
przenika słodycz
żółto-złotawa.
Spod niej
do wnętrza
ust się wylewa
szatańska kawa.
W głębinach jamy
co zwą ją ustną
namiętność gości.
To kogel-mogel
wraz z kawą czarną
społem w miłości.
Ich uniesienie,
wspólne igraszki
dla mnie pieszczotą.
Dlatego pijam
ten rodzaj kawy
z wielka ochotą.
Gdy widzę Ciebie
ozdobną w szaty
porcelanowe,
serce mi rośnie,
dusza się śmieje.
Pochylam głowę,
dłoń sięga wolno
po filiżankę,
do ust kieruje.
Tajemny wygląd
dla mnie znajomy...
Już zapach czuję.
Górne me wargi
przenika słodycz
żółto-złotawa.
Spod niej
do wnętrza
ust się wylewa
szatańska kawa.
W głębinach jamy
co zwą ją ustną
namiętność gości.
To kogel-mogel
wraz z kawą czarną
społem w miłości.
Ich uniesienie,
wspólne igraszki
dla mnie pieszczotą.
Dlatego pijam
ten rodzaj kawy
z wielka ochotą.
Miniaturki
***
w różowej poświacie
do mnie się skradała
ust mych kosztowała
kochała...
w zasnutym woalu
do mnie znów przybywa
oczy me zakrywa
odpływa...
***
myśl
trzepocąc
skrzydłami wolności
wyfrunęła z gniazda
-Co robisz, głupia? Zginiesz!
-Jestem bezpieczna.
myśl
ufnie
przycupnęła
w zielonej oazie
w różowej poświacie
do mnie się skradała
ust mych kosztowała
kochała...
w zasnutym woalu
do mnie znów przybywa
oczy me zakrywa
odpływa...
***
myśl
trzepocąc
skrzydłami wolności
wyfrunęła z gniazda
-Co robisz, głupia? Zginiesz!
-Jestem bezpieczna.
myśl
ufnie
przycupnęła
w zielonej oazie
piątek, 3 kwietnia 2009
Nastojowo i poważnie
Pisane nocą bezsenną
Była sobie pewna „dama”,
którą kręte życia drogi
sprowadziły na manowce,
płaci za to haracz srogi.
Dusza jak zwierz osaczony
przez wyrzutów głodne stado,
resztki tchnienia z siebie daje.
Ciało zaś wygląda blado.
Czy jej serce poranione
własnej winy odłamkami
zdoła stworzyć zwartą bryłę ?
Cóż zaś z innymi sercami?
Czy bolesne razy, cięgi,
kiedyś pójdą w zapomnienie,
czy ich czarnej karty księgi
będą smagać jej sumienie.
Czy na sercach tych zostanie,
rysa co się nie zabliźni?
Czy do końca „damy” życia,
Ktoś zostanie w nienawiści?
To pytania retoryczne…
Odpowiedzi nie usłyszy
„dama”, co jej dusza pęka.
Musi odejść w krzyku ciszy.
WIOSNA
Gdzie żeś wiosno zielenista?
Gdzie Cię uwięziono?
Nie masz drzewo ani listka,
nie masz kwiecia łono.
Martwe ciało ziemi czeka
na swe przebudzenie.
Niech wonności Twojej rzeka
odczaruje ziemię!
Pocałunek złóż żarliwy
na ustach zziębniętych,
by się ocknął i z mogiły
powstał świat zaklęty.
Zrzuć konfetti barw radosne,
frunąc ponad ziemią,
by się serce radowało
sukni twej zielenią.
Duszy chaty przystroimy
na Twe powitanie.
Melancholię w kąt rzucimy
i wytrzemy łkanie.
Czy nie słyszysz tych lamentów?
Kto Cię więzi ? Przecie
zimę czas zdetronizować
i pędzić ku lecie.
Czy słoneczny ciepła promyk
nie ma nadto siły,
by z Cię kożuch zimy zrzucić?
Ni skowronek miły
śpiewem swoim zmieść nie może
resztek zimy z drogi.
Kiedyż wiosno moja miła
wejdziesz w nasze progi?
Do poezji
O Poezjo! W ramy Twoje,
w słowa, w wiersze
wplatam skromne
życie moje.
Gorsze, lepsze.
Dzienne trudy, zjawy nocne,
ludzkie twarze.
Serca trwogi mi nie obce
na zegarze
czasu bycia wypisane.
Także moje
uniesienia. Wymarzone,
najwspanialsze
chwile życia przez los dane.
Jak to dobrze,
że Poezjo w życia prozie
ty mi każesz
czasem pobyć w takiej pozie,
jakbym probierz
swego życia miała w Tobie.
Pragnę mądrzez Ciebie czerpać
co duch daje.
Tak, ty szczodrze
nam rozdajesz dary swoje.
O niechby to
były te przesłania Twoje
najłaskawsze
chęciom moim, by w ocenie
moje wiersze
mogły jakieś mieć znaczenie.
Była sobie pewna „dama”,
którą kręte życia drogi
sprowadziły na manowce,
płaci za to haracz srogi.
Dusza jak zwierz osaczony
przez wyrzutów głodne stado,
resztki tchnienia z siebie daje.
Ciało zaś wygląda blado.
Czy jej serce poranione
własnej winy odłamkami
zdoła stworzyć zwartą bryłę ?
Cóż zaś z innymi sercami?
Czy bolesne razy, cięgi,
kiedyś pójdą w zapomnienie,
czy ich czarnej karty księgi
będą smagać jej sumienie.
Czy na sercach tych zostanie,
rysa co się nie zabliźni?
Czy do końca „damy” życia,
Ktoś zostanie w nienawiści?
To pytania retoryczne…
Odpowiedzi nie usłyszy
„dama”, co jej dusza pęka.
Musi odejść w krzyku ciszy.
WIOSNA
Gdzie żeś wiosno zielenista?
Gdzie Cię uwięziono?
Nie masz drzewo ani listka,
nie masz kwiecia łono.
Martwe ciało ziemi czeka
na swe przebudzenie.
Niech wonności Twojej rzeka
odczaruje ziemię!
Pocałunek złóż żarliwy
na ustach zziębniętych,
by się ocknął i z mogiły
powstał świat zaklęty.
Zrzuć konfetti barw radosne,
frunąc ponad ziemią,
by się serce radowało
sukni twej zielenią.
Duszy chaty przystroimy
na Twe powitanie.
Melancholię w kąt rzucimy
i wytrzemy łkanie.
Czy nie słyszysz tych lamentów?
Kto Cię więzi ? Przecie
zimę czas zdetronizować
i pędzić ku lecie.
Czy słoneczny ciepła promyk
nie ma nadto siły,
by z Cię kożuch zimy zrzucić?
Ni skowronek miły
śpiewem swoim zmieść nie może
resztek zimy z drogi.
Kiedyż wiosno moja miła
wejdziesz w nasze progi?
Do poezji
O Poezjo! W ramy Twoje,
w słowa, w wiersze
wplatam skromne
życie moje.
Gorsze, lepsze.
Dzienne trudy, zjawy nocne,
ludzkie twarze.
Serca trwogi mi nie obce
na zegarze
czasu bycia wypisane.
Także moje
uniesienia. Wymarzone,
najwspanialsze
chwile życia przez los dane.
Jak to dobrze,
że Poezjo w życia prozie
ty mi każesz
czasem pobyć w takiej pozie,
jakbym probierz
swego życia miała w Tobie.
Pragnę mądrzez Ciebie czerpać
co duch daje.
Tak, ty szczodrze
nam rozdajesz dary swoje.
O niechby to
były te przesłania Twoje
najłaskawsze
chęciom moim, by w ocenie
moje wiersze
mogły jakieś mieć znaczenie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





